Hello world!

Przychodzi otyła osoba do dietetyka i mówi: „Ale ja nic nie jem”. Kłamie? Niekoniecznie. – Połowa takich osób rzeczywiście spożywa głodowe porcje. I w tym tkwi problem, bo to błąd i jedna z przyczyn nadwagi i otyłości – mówi nam dietetyczka Aleksandra Kilen-Zasieczna. Brzmi paradoksalnie? Po co Polak idzie do dietetyka i co go tam czeka?
Małgorzata Skorupa: Co Polacy wiedzą o odżywianiu?

Aleksandra Kilen-Zasieczna: – Większość osób, które do mnie trafia, twierdzi, że wie już niemal wszystko o dietach, odchudzaniu i żywieniu. W trakcie rozmowy jednak najczęściej okazuje się, że to nie do końca prawda. Owszem, ludzie są zalewani ogromną ilością informacji, w tym dotyczących diety i żywienia. Jednak podstawowa trudność tkwi w wyselekcjonowaniu, które z nich są dobre, a które nie, którym można ufać, a które lepiej puścić mimo uszu. Wiele osób na „dzień dobry” ogłasza: „Ja to już wszystko znam w teorii, ja to wszystko wiem, proszę mi nie mówić”. Jednak wynika co innego.

Co wynika?

– Często ludzie stosują się do zasad, które z punktu widzenia wiedzy o żywieniu, są po prostu nieprawdziwe. Na przykład nie łączą węglowodanów z białkami, bo gdzieś w internecie przeczytali, że w ten sposób szybciej schudną czy będą zdrowsi. Gdy efektów brak, są sfrustrowani, bo przecież trzymali się zaleceń. Tylko, że w rzeczywistości nie istnieją żadne wytyczne dotyczące niełączenia poszczególnych grup pokarmowych.
brzuch

Post Tags: